Powierzchnia osady wynosiła około dwóch hektarów. Na podstawie badań archeologicznych wywnioskować można, że przez wyspę poprowadzona była droga, a w trzynastu rzędach postawione było 102 drewnianych chat. W Biskupinie mieszkało około 1200 osób, trudnili się rybołówstwem, myślistwem, zbieractwem oraz rolnictwem.
Biskupin – osiedle obronne. plan osady obronnej w Biskupinie. rekonstrukcja osady obronnej kultury łużyckiej. Historia. Obszar Pałuk, cechujący się różnorodnymi glebami, rozległymi i podmokłymi łąkami, bogatą szatą leśną i suchymi kępami w dolinach rzecznych i na jeziorach, już od końca starszej epoki kamienia umożliwiał
2 osoby uznały to za pomocne. 5basia5. report flag outlined. Zdania z książki ,,W pustyni i w puszczy,, ,,Miał jednak brzydki zwyczaj mówić z lekceważeniem o jej ośmiu latach i przeciwstawiać im swój poważny wiek i doświadczenie." 2.,,Obojgu ani na chwilę nie przychodziło do głowy,że wkrótce groźna rzeczywistość przewyższy
Kliknij tutaj, 👆 aby dostać odpowiedź na pytanie ️ korzystając z dostępnych źródeł informacyjnych napisz 10 zdań o grodzie w Biskupinie.
My postanowiliśmy przybliżyć Wam Biskupin jeszcze bardziej! Zapraszamy Was do wykonania w domu makiety biskupińskiej osady :) Zapraszamy do zapoznania się z ofertą wyjątkowych warsztatów archeologicznych dla dzieci i młodzieży z przedszkoli, szkół podstawowych oraz szkół średnich, opartych o niepowtarzalny, autorski program.
Okazało się bowiem, że pochodzi ona z ok. 780 roku p.n.e., a zatem liczyła ok. 2700 lat. Nic zatem dziwnego, że niemal natychmiast po tym odkryciu, odnotowały je wszystkie encyklopedie
. Gród z wczesnej epoki żelaza w Biskupinie (druga połowa VIII w. p. n. e.) od samego początku badań zainicjowanych w 1934 roku stał się ikoną polskiej archeologii okresu międzywojennego. Dzięki medialnemu zaangażowaniu Kierownictwa Ekspedycji Wykopaliskowej społeczeństwo na bieżąco było informowane o wynikach prowadzonych tam badań. Znaczne umiejętności organizacyjne i szerokie horyzonty intelektualne prof. Józefa Kostrzewskiego i jego zastępcy, doktora Zdzisława Rajewskiego, umożliwiły od samego początku badań zastosowanie nowoczesnych technik dokumentujących 1935 roku do zdalnego fotografowania z góry używano balon z podwieszonym aparatem, który pozwalał wykonywać zdjęcia z niskiego (jak na ryc. 1) i średniego pułapu. Dwa lata później władze wojskowe skierowały do Biskupina balon obserwacyjny, dzięki któremu można było fotografować wykopaliska z jeszcze wyższego pułapu (ryc. 2). Zdjęcia wykonane z balonu ukazywały w sugestywny sposób znakomicie zachowane struktury grodu z wczesnej epoki żelaza, zarówno z bardzo małej wysokości, jak i z pułapu znacznie wyższego (do około 1000 m). Był to znakomity materiał ilustracyjny, który doskonale dokumentował zarówno poszczególne domostwa (ryc. 1), jak i całą strukturę zabudowy grodowej (ryc. 2) (wały skrzyniowe, falochron, rzędy budynków, ulice). Już w pierwszych sezonach badań archeolodzy odkryli znakomicie zachowane drewniane pozostałości grodu. Do końca sierpnia 1939 roku przebadano obszar około 1 ha, co stanowi ok. połowę powierzchni osiedla obronnegoDziałania wojenne przyczyniły się do utraty znacznej części dokumentacji wykopaliskowej (plany konstrukcji drewnianych, przekroje, notatki, szkice, dzienniki wykopalisk), które były niezbędne do naukowego opracowania tego najbardziej rozpoznawalnego w Polsce stanowiska archeologicznego. Zachowało się na szczęście kilkaset klisz fotograficznych w kilku instytucjach muzealnych w Warszawie, Poznaniu i Biskupinie. Dla archeologa opracowującego naukowo stanowisko archeologiczne najważniejsze informacje zawarte są w 3 źródłach dokumentacji: rysunkowej, fotograficznej i opisowej. W przypadku Biskupina dysponujemy niepełną dokumentacją rysunkową i fotograficzną (większość zdjęć z lat 1938-1939 zaginęła). Dzięki rozwojowi cyfrowych technologii otworzył się jednak szeroki wachlarz możliwości, które można wykorzystać w celu naukowego opracowania stanowiska. Takie możliwości daje m. in. fotogrametria, wykorzystująca fotografie do naukowego opracowania. Dzięki współpracy z Państwowym Muzeum Archeologicznym w Warszawie, Zakładem Fotogrametrii, Teledetekcji i Informacji Przestrzennych (ZFTiSIP) Wydziału Geodezji Politechniki Warszawskiej, a także Zespołem Budownictwa Ogólnego i Zrównoważonego Rozwoju z Wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej powstała idea stworzenia projektu badawczego, którego celem nadrzędnym było opracowanie wyników badań z lat 1934-1939 w Biskupinie. Projekt pt. "Opracowanie zabudowy grodu kultury łużyckiej na stanowisku 4 w Biskupinie. Badania przedwojenne" został pozytywnie rozpatrzony przez organy podległe Ministrowi Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Powyższy program, którego beneficjentem jest Muzeum Archeologiczne w Biskupinie, został zrealizowany dzięki dofinansowaniu zadań w ramach Programu/Priorytetu Dziedzictwo kulturowe/Ochrona zabytków archeologicznych ze środków finansowych Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pochodzących z Funduszu Promocji Kultury. Koncepcja projektu opierała się na dwóch głównych nurtach, które prowadzą do zamierzonego głównego celu, jakim jest opracowanie zabudowy grodu. Do nich zalicza się stworzenie m. in. obrazów trójwymiarowych, które wraz z innymi danymi (tekstowymi i graficznymi) zostały umieszczone w zaprojektowanej bazie danych GIS. To zadanie zostało powierzone zespołowi naukowców z ZFTiSIP. Równolegle były prowadzone przez zespół archeologów i naukowców z Biskupina i ZBOiZR prace koncepcyjne, których celem było początkowo zweryfikowanie i wyodrębnienie poszczególnych konstrukcji. Następnie przeprowadzono badania m. in. statyczno-wytrzymałościowe ustrojów konstrukcyjnych. Na podstawie zinwentaryzowanych fotografii, obrazów trójwymiarowych, bazy danych GIS, zrekonstruowanych ustrojów konstrukcyjnych można było opracować naukowo zabudowę grodu w Biskupinie. Dla archeologa, który opiera się głównie na materiale ilustracyjnym, szczególne znaczenie mają modele przestrzenne i ortofotomapy powstałe dzięki specjalistycznemu oprogramowaniu (ryc. 3) Dzięki modelom przestrzennym możemy dokonywać różnorodnych pomiarów i analiz. Szczególnie ważne są pomiary wysokościowe, gdyż poziom, na których zalegają poszczególne elementy, świadczy o jego chronologii. Jest to szczególnie istotne w przypadku Biskupina, gdzie nawarstwiają się relikty budynków i ulic pochodzące z różnych okresów (faz zasiedlenia grodu). Dzięki modelom przestrzennym jesteśmy w stanie zrekonstruować wiele danych, których nie zawiera dokumentacja rysunkowa (w przypadku planów z Biskupina jest to brak pomiarów wysokości, bez których archeolog często ma znacznie utrudnione zadanie).Natomiast dzięki tzw. ortofotomapie możemy zweryfikować i uzupełnić plan stanowiska o obiekty widoczne na ortofotomapie, a nie uwzględnione na planie, tak jak to pokazuje ryc. 4. Projekt ten nie wyczerpuje wszystkich możliwości wykorzystania dostępnych informacji o grodzie. Planujemy, że w przyszłości Muzeum w Biskupinie przygotuje następny projekt, który będzie dotyczyć badań powojennych. Potrawy na sylwestra. Recykling po świętach, Dzień Dobry TVN
Dziś moim gościem jest Zofia „Shigella” Nowińska, niestrudzona popularyzatorka wiedzy o życiu codziennym w dawnych czasach. Opowie czym jest festyn w Biskupinie i dlaczego warto go odwiedzić. Od czego się zaczęło Nureczka poprosiła mnie o kilka słów o tym dlaczego warto zajrzeć na festyny archeologiczne i „skąd mi się to wzięło”. I tak powstał krótki tekst „Na festynie w Biskupinie, czyli jak to się stało, że zainteresowałam się archeologią eksperymentalną i co możemy wynieść z takiej imprezy”. Od wielu lat zajmuję się popularyzacją wiedzy o szeroko pojętym włókiennictwie: od epoki brązu począwszy po późne Średniowiecze. Wiele osób na festynie pyta mnie o to, czy jestem archeolożką, muzealniczką albo czy zajmuję się zawodowo tkactwem i dziwią się bardzo, kiedy wyjaśniam że nie, że z zawodu jestem testerką oprogramowania a z wykształcenia technolożką żywności (specjalizacja – biotechnologia). Po raz pierwszy na Festyn w Biskupinie przyjechałam niejako przypadkiem. Mój konkubent był na kilku poprzednich i opowiadał, że to fantastyczna impreza. Nie mieliśmy innego pomysłu na urlop, więc pojechaliśmy. Na stoiskach spotkaliśmy kilka znajomych osób, zaprzyjaźniliśmy się z nowo poznanymi ludźmi spotkanymi tam po raz pierwszy, ale pierwszą wspólną imprezę spędziliśmy głównie jako turyści i obawiam się, że zadawaliśmy masę głupich pytań. Jednak dosyć szybko zostałam wkręcona po znajomości na stanowisko tkackie – nepotyzm to połowa sukcesu. Strój wypożyczyliśmy z muzeum, metodą rozpoznania walką nauczyłam się podstaw przędzenia i tkactwa, a potem, hajda!, zostałam rzucona na pierwszą linię frontu. Rok później miałam już pierwszy strój, uszyty własnoręcznie (sekcja „Mroki” pozdrawia). Od tego czasu nieco się jednak rozwinęłam. Staram się śledzić bieżącą literaturę naukową, uczę się, ćwiczę. W tym roku współprowadziłam warsztaty dla początkujących (zapraszam na kolejną edycję). Nasi uczestnicy byli wspaniali i wiele, mam nadzieję, wynieśli. Strój który noszę jest z roku na rok coraz lepszy – modyfikuję go, żeby lepiej pasował do realiów postaci jaką odtwarzam. Dlaczego wystawcom się chce? Co daje impreza masowa, taka jak festyn nam, wystawcom? Można dowiedzieć się masy ciekawych rzeczy, bo większość uczestników lubi opowiadać i pokazywać co robi, można poznać cały przekrój społeczeństwa, z jego zaletami i wadami, pogadać i poopowiadać, porozwiewać mity. Lubię grzebać po ikonografii, książkach, robić „coś” rękami. Największą przyjemność sprawia mi, kiedy ktoś zapamięta to o czym opowiadałam mu rok wcześniej i przekazuje to znajomym lub sam się uczy. Co mnie wkurza – traktowanie nas jak automatów. Ktoś pyta mnie o wyjaśnienie, po czym w połowie zdania mi przerywa i albo prezentuje swoją głupią teorię, albo odchodzi. Ktoś kto „wie lepiej” i jest głęboko przekonany, że jego widzimisię jest lepsze niż wynik wielu lat badań. Wisienką na torcie jest niemiłosiernie fałszowana „Prząśniczka”. Uwielbiam podawać definicję – otóż prząśnica czy prząśnicznka to nie miła pani, u której siedzą wiarołomne dziewczęta, a kawał dechy, a nić się zrywa i nie jest to żaden dramat. Po co jechać na festyn w Biskupinie Po co jechać na taką imprezę i co można z niej wynieść? Wiedzę. Łańcuch przekazywania umiejętności pękł – teraz poza maniakami już nikt nie przędzie ani nie tka, a jeśli nawet to robi, to uczymy się to robić „rozumem”. Festyn, to dla wielu ludzi często jedyna szansa żeby poznać życie codzienne, takie jakie na wsi bywało do lat sześćdziesiątych. Pozwala docenić luksus czasów, w którym mamy więcej niż jedną zmianę odzieży i stać nas na wywalenie do śmieci ubrania, które nam się znudziło. Ciekawostki Wiedzieliście, że oprócz wełny owczej wykorzystywano we włókiennictwie podszerstek borsuka (grób „wodza” z Hochdorfu), włosie żyraf i nosorożca? Używanie odzieży datuje się na około 170-190 tys. lat temu ze względu na pojawienie się wszy odzieżowej. Jedwab na naszych terenach uzyskiwano z kokonów pawicy gruszkówki, natomiast bisior powstaje z wydzieliny pewnych małży. Wikingowie, wbrew temu co widać na festynach, rzadko chadzali w jedwabiach i obwieszeni jak choinki wielkanocne – większość wykopalisk z Fennoskandynawi mówi o wełnie i lnie mieszanym z konopiami i pokrzywą. Zofia „Shigella” Nowińska
Na własnym, polskim podwórku mamy coś, co dosłownie zwala z nóg. Nawet jeśli nie od razu, to wystarczy chwila analizy i leżymy. Czasem taki upadek boli, więc mam nadzieję, że czytasz na siedząco. Bo jeśli jedyne, co wiesz o odkrytych osadach w Biskupinie, to że stoją tam jakieś drewniane chaty, stare bardzo, ale podobno ważne. I szkoły, które mają blisko, zabierają tam na wycieczki. I że można ulepić własny garnek z gliny, to… hm……z wypiekami na policzkach pokażę Ci to miejsce od pełniejszej strony. Takiej bajecznej!Bo dla mnie, TAM dzieje się magia!W tym odkryciu jest kompletnie rozbrajająca historia. Nie ta od ziewania i czekania, aż będzie dzwonek na przerwę. Tylko taka, która otwiera nasze oczy coraz szerzej, aż gałki zaczynają walkę ze stabilnością po wewnętrznej stronie oczodołów. I chcę się więcej. I więcej!No odkrycia Osady w BiskupinieNiby sobie zwykła miejscowość. Gdzieś pomiędzy lasami, jeziorami, a tym takim wiecznie naburmuszonym gospodarzem z najgłośniejszym kogutem we wsi. I nagle – bach! Dla mieszkańców, to historia jak z filmu! Och, czekaj… kto w 1934 miał tam telewizor i oglądał filmy?! No nikt. Cóż, pozostaje wyobraźnia. Bo jednak zamiast codzienności, która wydawała się przesiąkać monotonią do suchej nitki, ci ludzie znaleźli się w archeologicznym centrum Europy. Gdyby to było kilkadziesiąt lat później, pewnie wybudowaliby pod Biskupinem lotnisko! Wszystko nabierało nowych kolorów z dynamicznym rozwojem wydarzeń. Opadające jezioro. Dzieci bawiące się garnkami, mającymi wiele wieków. Wizja lokalna zaintrygowanego nauczyciela i konesera trunków wyskokowych w jednym, a w efekcie ekscytacja i listy do Poznania. Po mądrą głowę z większą władzą. Tu wkracza archeolog i wizjoner w jednym. Zaczyna się ogień! Badania, eksperymenty, konsultacje. No i pierwsze zdjęcia z drona-balona, gdy jeszcze nikt nie wiedział co to komputer. Delegacje z całego świata i w końcu wojna. Wkraczają Niemcy. Nasze czy ich? Spalić czy zakopać? Nazista, który nie ma sentymentu do ludzi, ugina się przed wielowiekowym znaleziskiem. Docenia i chroni… istne szaleństwo!A Biskupin przed tym odkryciem nie bardzo nawet miał znaczenie na trasie do… powiedzmy – szybko? Dobrze, to od leży Biskupin?W Polsce! Duma godna pawia, co? Nic dziwnego. Jeszcze przed wojną, nawet Japończycy przylatywali do nas, by podziwiać ten skarb. Ty masz bliżej, więc to jest ten moment, gdy warto zaplanować wycieczkę. Wielkopolska wiesz gdzie leży, prawda? No to jesteśmy w drogą to tak bardzo historyczny region, że ja to bym polecała od razu zrobić objazdówkę po ważniejszych punktach. Takich jak Gniezno, czy Ostrów Lednicki, ale o tym w osobnym poście. Bo ja już dwa razy taką rundkę zrobiłam i wiem, że na tym się nie skończy. Raz było z mężem, a raz z rowerem. Taka odmiana po kilkunastu latach małżeństwa (sic!). Ale spokojnie, sielanka u nas trwa, bez plotek mi tu!Wracając do położenia, najprościej będzie jak wrzucę mapę. Chodzi o obrazowe skojarzenie miejsca, bo i tak wiem, że docelowo dotrzesz tam dzięki GPS. A zatem – mapa. Ten czerwony punkcik pomiędzy Poznaniem, a Bydgoszczą, to nasza perełka – ostatniego lata pedałowałam doń z Torunia. Początkowo miała być trasa Gdańsk-Biskupin, ale ostatecznie zrobiłam sobie inną: Toruń-Inowrocław-Biskupin-Gniezno-Ostrów Lednicki. Chciałam jeszcze do Poznania, ale tak mi dobrze było w Biskupinie, że zostałam dłużej i… cóż. Nie żałuję. :)Biskupin – warto wiedziećRozwijając ciut powyższe streszczenie, przywołam tutaj Walentego Szwajcera, który na szczęście był na miejscu, gdy osada zaczęła wyłaniać się spod wody. Miejscowi nie bardzo doceniali znalezisko, chyba, że w formie zarobku na co ładniejszych zabytkach. Nauczyciel nie widząc wsparcia w lokalnych władzach, uderzył do Poznania, prosto do profesora Józefa Kostrzewskiego, który był świetnym archeologiem, a patrząc całościowo, wręcz geniuszem na wielu naprawdę ogarnięty facet od początku podszedł do tematu z głową i otwartością. Czuł, że biskupińska perełka spadła mu z nieba i jest potężnym znaleziskiem, więc zadziałał najlepiej jak się dało. Zaprosił do współpracy innych naukowców z pokrewnych dziedzin, tworząc badania interdyscyplinarne. I zadziałało wspaniale!Temat został nagłośniony jak należy. Ruszyły eksperymenty do których uruchamiano samoloty, balony, czy fotografie stereoskopowe. Nawet marynarka wojenna została zaangażowana i badała dno jeziora. Postawiono specjalne baraki w formie pracowni, bo na miejscu odnaleziono setki tysięcy(!) ruchomych zabytków!No i oczywiście zabudowania, które zostały dokładnie odzwierciedlone, zgodnie z rzeczywistym układem osady, przez co teren półwyspu nazywamy rezerwatem popularyzacji badań i doktorowi Zdzisławowi Rajewskiemu, miejsce to – jeszcze przed II wojną światową – odwiedziło kilkadziesiąt tysięcy turystów z całego świata. A i ważniejsze osobistości zaczęły chętnie przybywać do Biskupina, co ma miejsce właściwie do dzisiaj, bo nawet ja tam już byłam dwa razy. ;)Gdy przyszła wojna, Niemcy od razu uznali, że to przecież wczesnogermańska kultura, więc jeszcze przez trzy lata trwały prace. Oczywiście na ich zasadach. Na szczęście część elementów udało się ukryć wcześniej w Poznaniu, ale wiadomo. Wojna, to zapał Niemców minął, pojawił się temat zrównania z ziemią wykopalisk. Ówczesny dowódca [Sturmbannführer SS] Hans Schleif miał szczęśliwie duszę dobrego archeologa i padła decyzja zasypiania wszystkiego piachem. Pozornie okrutne, ale w efekcie, najlepsze rozwiązanie, by można było po wojnie wrócić do nieźle zachowanych elementów osady. I wrócono! :)Cudze chwalicie swego nie znacieNie każdy – niestety – miał okazję pojechać ze szkołą właśnie tam. Znam to. Moje Podkarpacie miało daleko i drogo, więc mogłam tylko podziwiać w książkach. Ale marzenie kiełkowało mi w głowie konsekwentnie i tylko wciąż było jakoś nie po kiedy postanowiliśmy wyruszyć z Romkiem w podróż dookoła świata, nie było już to tamto. Uznaliśmy, że nie będziemy zachwycać się światem, dopóki nie poznamy naszych polskich perełek i regionów, których wcześniej się nie udało. A zatem wyruszyliśmy latem w podróż dookoła Polski, gdzie Biskupin był żelaznym punktem na mapie dziś nikt nam nie zarzuci, że swojego nie znamy, a tym bardziej nie chwalimy. Ba! Powiem więcej! Im dłużej podróżujemy po świecie, tym bardziej i częściej doceniamy nasz cudowny kraj nad Wisłą. I nie wyobrażam sobie mieszkać w żadnym innym miejscu na ziemi! ♥Zmierzam do tego, że teraz jest trochę moda na podróżowanie po całym globie. I okej, można – to czemu nie?! Ale jeśli znasz już niemal wszystkie plaże na Kubie i zabytki we Włoszech, to może warto pomyśleć nad naszymi regionalnymi cudami? ;) Z całego serducha – polecam!Rezerwat archeologiczny w BiskupinieTrochę się zmieniło odkąd byłam poprzednim razem, ale na lepsze! Zacznijmy od mapy (o rany, jak ja kocham mapy!).To, co jest chyba najfajniejsze w tym miejscu, to ten moment, gdy zostawiasz za plecami parking, przechodzisz przez główną bramę i nagle – czas się zatrzymuje. Wiem, brzmi tendencyjnie. Ale to nie ze względu na historyczne zabudowania, bo ich jeszcze nie widać na początku. Od pierwszych kroków obcujesz z przyrodą, niecodziennym klimatem i historią. Tu nie wjeżdża już żaden współczesny pojazd (nawet rower zostawiasz przed wejściem) i zaczynasz czuć jakąś taką pozytywną i tajemniczą zarazem energię tego miejsca!Dla mnie to cała jego magia. Niewytłumaczalne, ale wspaniałe. Gorąco polecam dać się pochłonąć temu klimatowi!Osada łużycka | VIII-VII w od niej wszystko się zaczęło. A przynajmniej w XX wieku, bo jeśli chodzi o półwysep, to jednak gościł całe rody dużo wcześniej. Ale do tego pale tej osady obronnej znudziły się tkwieniem w ukryciu. Korzystając więc z opadającego poziomu wody, wyjrzały na światło dzienne, ku zdziwieniu niejednych oczu. Domy to, czy inne zagrody? Trudno było powiedzieć na samym początku, jednak wprawne oko poznańskiego archeologa dostrzegło perłę w… drewnie. ;)Wnikliwe badania odsłoniły znakomitą osadę. Trzynaście rzędów łączonych chat, dobrze przemyślanych pod względem układu słońca oraz świetnej organizacji wewnątrz każdej z nich. Było miejsce na ognisko, do spania, przechowywania żywności oraz pracy. Nawet zwierzęta miały tam swój kąt! Dlatego już kwestię zapachów pozostawiam wyobraźni. Choć podobno do tego łatwo się przyzwyczaić. Zatem pomińmy ten aspekt porozumiewawczym uśmiechem i przejdźmy głowy ci ludzie mieli zdecydowanie na karku. Dzisiejszy półwysep (który wtedy był prawdopodobnie wyspą) miał świetną naturalną ochronę od zewnątrz, co wzmacniał jeszcze falochron z zaostrzonych bali, ustawionych pod kątem. Natomiast jedyną opcją dostania się do środka, była warowna toczyło się zgodnie z okolicznościami przyrody, a zaradność godna podziwu, rozwijała rzemiosła i zapewne kulinarne doznania. Ryb i zwierzyny przy okolicznych lasach prawdopodobnie nie brakowało, a do tego hodowano bydło. Zioła i rośliny natura dostarczała od zawsze, a że rodziny liczne, to i rąk do pracy było wystarczająco dużo. Wprawdzie pod pola uprawne wypalano i wycinano lasy, jednak dla mąki, rzepy, czy lnu trzeba było coś poświęcić. Zwłaszcza, że ludność kultury łużyckiej słynęła z rolnictwa, co potwierdzają też liczne znaleziska na terenach tkactwo, garncarstwo oraz wczesne formy kowalstwa, charakterystyczne dla epoki brązu. Sądząc więc po znaleziskach i umiejętnościach architektonicznych mieszkańców okolic dzisiejszego Biskupina, nie byli to ludzie leniwi i idący na łatwiznę. Nigdy się nie dowiemy, co by było, gdyby dostali do ręki smartfony, a do chat telewizory, więc możemy zaryzykować, że byli tak pracowici jak my dziś. naszymi przodkami tak naprawdę, to nie byli…Coś, co jednak wiemy, to że musieli opuścić swoje udomowione tereny. Bo woda, to życie z jednej strony, a z drugiej, to jednak bezwzględny żywioł. Który panoszy się na Ziemi jak mu się podoba i miewa mniejsze sentymenty niż ludzie. Więc, gdy zaczęła się podnosić, bezpieczny półwysep stracił swoją przytulność i nie pozostawił osadnikom wyboru. Prawdopodobnie. Butelka z listem od ostatnich mieszkańców nadal nie została odnaleziona, więc pożegnanie z tymi terenami postawiają nutkę za to można zobaczyć dwa zrekonstruowane rzędy chat, bramę, fragmenty obronne i nawet się po nich przespacerować! Wręcz należy zajrzeć do wewnątrz, by poczuć przez chwilę klimat wnętrza, zapach słomy i drewna. Usłyszeć odgłos kroków po belkach, czy ugnieść ciepłą glinę w dłoniach. Zapatrzeć w zdjęcia z wykopalisk, obrotowe drzwi, lub naszyjniki z tam własne naczynie (z przykrywką!), zakupiłam kolczyki z fragmentami drewna, które odpowiadało moim potrzebom i dyskutowałam zawzięcie z osobami opiekującymi się poszczególnymi izbami. Wpatrywałam w czarno-białe fotografie w jednej z chat, wyobrażając sobie, co czuli Polacy, którzy mieli zaszczyt pracować nad tak ważnym znaleziskiem! A po wizycie u krzemieniarza, do dziś mam przed oczami piękny nóż z rzeźbionym trzonkiem, którego pojęcia nie mam dlaczego w końcu nie kupiłam…Cudowne jest to, że pracują tam ludzie z pasją w oczach i z pasji tak generalnie. Wystarczy zacząć interesować się tematem, zadać pytanie i można… wyjść stamtąd trzy godziny później niż się planowało!Bo rozmowy i spotkania, to najlepsze, co spotyka nas w podróży. Prawda? :)Osada neolityczna | 4000 lat jest tak daleko wstecz, jak my teraz mamy do Chrystusa, a potem jeszcze dwa razy tyle! Bo cztery tysiące lat przed naszą erą! Potrafisz sobie to wyobrazić?? Oni już wtedy jedli bób! :D Ciekawe, czy obierali ze skórki, czy jednak szkoda było marnować jakiekolwiek pożywienie…Kiedy byłam w Biskupinie osiem lat wcześniej, nie było jeszcze tej osady. Z tym większym zaciekawieniem oglądałam nowe obiekty, dużo starszych śladów życia, niż tych opisanych powyżej. Pierwszy raz widziałam taką trapezową, długą chatę i wciąż myśli krążyły mi wokół pytania: dlaczego akurat tutaj? Jedna mała okolica, a ślady osadnictwa z tak różnych okresów. Bo były i starsze! Nieopodal mezolit. No błagam, potrafisz to sobie poukładać? Ja uwielbiam wszystko co historyczne, ale jak coś sięga dalej niż średniowiecza, to wpadam w mieszaninę konsternacji, otępienia i jakiegoś takiego potężnego się jeszcze chwilę na epoce wczesnych rolników, czyli neolicie, to w tym miejscu nawet wybiło źródełko krynicznej wody! Kopał sobie taki pradawny człowiek glinę, bo mu się garnków zachciało, a tu nagle bach – i bije sobie źródełko przez kolejne sześć tysięcy lat. I do dziś patrzysz, jak płynie do jeziora, szumiąc przy tym przyjaźnie. Jedno kopnięcie za głęboko i taka historyczno-przyrodnicza chwila. Czyż to nie magia?Powiesz, że przyroda. I słusznie. Ale dla mnie, to czasem bardzo cienka sprawą w rezerwacie jest obszar z polami uprawnymi. Skoro osada pierwszych rolników, to czemu nie zasadzić roślin, które mają swoje historyczne uzasadnienie? Nie uprawiać zgodnie z założeniami tego miejsca i nie zajadać, przy ważniejszych wydarzeniach w rezerwacie?Dla mnie to wspaniały pomysł. Zajadałabym, aż by się uszy trzęsły!Wioska wczesnopiastowska | VIII-XI wByła już epoka brązu, neolitu, wspomniałam o mezolicie, czas na średniowiecze! Najbliższe nam, choć wciąż tak punktu na mapie atrakcji również nie było w 2012 roku, gdy byłam z Romkiem po raz pierwszy. Wspaniale jest patrzeć i porównywać, jak to miejsce się rozwija. Krótki spacer alejkami z drzew, przenosi nas za każdym razem o setki lub tysiące lat po osi czasu. To o niebo przyjemniejsze, niż przerzucanie kanałów telewizyjnych, nawet za pomocą pilota ze sprawną baterią. I dla zdrowia lepsze. I oczu. Kurczę, no pod każdym względem! Czy Ty wiesz jak tam pachnie??Naturą!Kwitnącą, ściętą, suszoną i dojrzałą. Wilgoć z jeziora dodaje blasku i koloru, a co pewien czas wszystko wzbogacone jest muzyką. Tu też spotkasz ludzi z pasją, którzy ręcznie wykonają instrument, wisiorek, czy inną pamiątkę, którą możesz zabrać ze sobą do na zawsze zapamiętam króliki! Zwiedzają na gapę każdego dnia, ale wydają się być czujnymi obserwatorami. Zaglądają z nami do chat, przyglądają się piecom, drewnianym narzędziom rolniczym i słuchają muzyki. Tej instrumentalnej i tej od natury. Gadatliwe nie są, ale może to dobrze. W końcu jest jeszcze sporo do zobaczenia, a rezerwat całą dobę czynny nie jest. ma inny układ, niż wcześniejsze osady, bo jest to owalny plac, otoczony niewielkimi chatami. Wewnątrz nich widać znów elementy życia i pracy ówczesnych mieszkańców, więc warto zaglądać, gdzie tylko otwarte. Ten niewielki niegdyś gród usługowo-rzemieślniczy, udało się zrekonstruować na podstawie kamiennych palenisk znajdujących się w poszczególnych ważne – wioska jest elementem Szlaku Piastowskiego, czyli jednego z doskonałych pomysłów na zwiedzanie tej części Archeologiczne w BiskupinieW takim miejscu nie mogło oczywiście zabraknąć pawilonu muzealnego, który odkrywa przed nami odnalezione skarby. Mowa o tych bardziej przenośnych i niekoniecznie drewnianych. Stoją w pięknie oświetlonych gablotach i prezentują swe wdzięki, pomimo sędziwego wieku. Tu nawet, co starsze, to robią lepsze wrażenie! ha! Można i tak – też podkreślić super fajne podejście do najmłodszych odwiedzających. Od czasu do czasu trafią na miejsca, gdzie na niskich stolikach znajdują się eksponaty, które można dotknąć, czy powąchać! Na innych z kolei, wykazać się kreatywnością, w duecie z kolorowymi kredkami, i zaprezentować autorskie pomysły na zdobienie historycznych naczyń. Jestem niemal przekonana, że dorosłych też nikt nie wygoni, gdy dobierze się do tam też potężna fotografia, w którą wpatrywałam się bardzo długo. Kilka razy! Ma moc hipnotyzowania, serio. Dziś dla nas już samo zdjęcie jest fenomenem historycznym. A ten fenomen, dodatkowo, pokazuje nam jeszcze większy – sprzed tysięcy lat! No po prostu buty same spadają z nóg!!Inne elementy rezerwatu w BiskupinieSpokojnie można tam spędzić cały dzień. Ja akurat musiałam trzy, by zdążyć nacieszyć się tym wszystkim! I wrócę. Nie bo popatrz, co jeszcze jest na terenie rezerwatu:Obozowisko łowców i zbieraczyZwierzyniec – mieszkaniec rezerwatuChata pałuckaObozowisko łowców i zbieraczy (czyli z okresu mezolitu o którym pisałam wcześniej) – sprzed około 10 tysięcy lat(!!!) /tu już nawet ciężko odległościami od narodzin Chrystusa operować, bo w głowie się ledwie mieści…Zwierzyniec – skoro na tych terenach hodowano zwierzaki, to i dziś można spotkać podobne, bo zbliżone do ras pierwotnych. Żyją więc sobie w rozległych zagrodach, w jednym z najbardziej klimatycznych miejsc w kraju: wielkie woły, konie, owce, czy kozy /dla najmłodszych – rewelacja!Chata pałucka – obiekt etnograficzny będący pięknym eksponatem pałuckiego budownictwa; przeniesiona z pobliskiego Biskupina, stoi dumnie odkąd wpisana jest do rejestru zabytków i pozwala się oglądać :)Groby skrzynkowe – rekonstrukcje dwóch grobów o bardzo charakterystycznej budowie, z okresu około V wieku Wisza czyli scenografia do filmu Stara Baśń. Kiedy słońce było bogiem – młodzi pewnie nie znają, ale ci-wciąż-młodzi na pewno! I według mnie fajnie sobie poprzypominać kadry z filmu i wyobrazić, jak wyglądało kręcenie filmu na tych pięknych terenach. Dla samych aktorów to musiała być fantastyczna przygoda!Biskupin – atrakcje towarzysząceNo dobrze, historia, historią, ale sama okolica przyrodniczo zachwyca! Przede wszystkim Jezioro Biskupińskie jest piękne i zachęcające. Można przeżyć małą przygodę wypływając w rejs, albo przejechać obok niego kolejką z radośnie czerwoną lokomotywą. Zrobić zakupy historycznego rękodzieła, zjeść obiad , czy wypić pyszną kawę. Są nawet lody! Czego chcieć więcej?Przystań „Diabeł Wenecki” i Jezioro BiskupińskieJezioro mnie urzekło kompletnie. Włóczyłam się wzdłuż brzegu o różnych porach dnia, by obserwować zabawę słońca z taflą wody. Niesamowity spokój przyrody idealnie zgrywał się z tajemniczością pozostałości po osadnikach minionych to emocjonalnemu odpoczynkowi, refleksji i regeneracji. Ładuje baterie. To miejsce ma bardzo dobrą energię. Utwierdzało mnie to w przekonaniu, że żyli tu szczęśliwi dzisiejszy rejs po jeziorze odbywa się na nieco nowocześniejszej łodzi, niż tradycyjna dłubanka odnaleziona podczas wykopalisk, ale może to i lepiej? Cały spokój i sielankowość miejsca prysnąłby jak bańka mydlana, gdybyśmy w takiej łódce z pnia drzewa przekoziołkowali na wodzie, zostawiając aparat lub smartfona na dnie jeziora. Dla kolejnych archeologów z przyszłości?…;)Zakupy rękodziełaW świecie tandety i plastiku tworzonego nie-wiadomo-gdzie przez nie-wiadomo-kogo fajnie jest zobaczyć na własne oczy coś autentycznego. Podczas pracy, lub chwilę po jej zakończeniu. Porozmawiać z wytwórcą, lub poprosić o wygrawerowanie imienia na upominku dla bliskiej nawet magnesy na lodówkę są z naturalnych materiałów i ręcznie wykonane! No powiedz, czy nie jest fajnie zabrać wspomnienia z takiego zwiedzania, zaklęte w małym przedmiocie z duszą?A ciasto domowej roboty, naprzeciw pawilonu muzealnego, zapamiętasz tak dobrze jak ja! Mam nadzieję, że zawsze takie kolej wąskotorowaTo jest atrakcja wprawdzie spoza rezerwatu, ale mocno o niego zahacza, więc trudno nie wspomnieć. Przystanek jest bezpośrednio przy bramie wejściowej na teren półwyspu, a potem tory przez pewien czas prowadzą ją wzdłuż jeziora, z widokiem na najbardziej rozpoznawalną część – osadę obronną z charakterystyczną bramą. No jak tu nie pokusić się o takie widowiskowe śmiganie za czerwona lokomotywą?Jest to wprost idealna opcja na bardziej rozbudowane zwiedzanie tego regionu. Trasa całościowa wygląda zacnie, bo odwiedzamy: Żnin, Wenecję, Biskupin i Gąsawę. A dokładny rozkład jazdy zobacz już na stronie poświęconej kolejce. Psst! Wiesz, że w Polsce też mamy Wenecję? ;)Ja to mam w sobie jeszcze wciąż sporo z dziecka, bo za każdym razem, gdy chcę napisać, że to znakomita atrakcja dla dzieci, to od razu myślę: pf, dla dzieci… dla mnie też jest mega!Wydarzenia w BiskupinieOgólnie w sezonie dzieje się sporo. Ja dwa razy byłam latem, ale poza weekendami. Warto więc sprawdzać wcześniej terminy, jeśli się chce (lub nie) zwiedzać podczas imprezy. Zajrzyj w tym celu na stronę rezerwatu, na której znajdziesz najwięcej bieżących i istotnych festynami, też można trafić na strzelanie z łuku, czy możliwość ulepienia naczynia, więc nudy nie ma nigdy. Ale jednak co duże wydarzenie, to wydarzenie. Więcej, pełniej, radośniej!To, co wiem na pewno, to że co roku odbywają się następujące imprezy:Majówka – wiosna archeologiczna w długi weekend majowyPodróże w czasie – cykl wakacyjnych wydarzeńFestyn archeologiczny – wrześniowe, największe wydarzenie w rokuAkurat rok 2020 (ze względu na koronawirusowe problemy) może zaburzać wszelkie tradycyjne festyny, ale warto być czujnym i upewniać się na bieżąco ten moment – maj 2020 – obowiązują ceny promocyjne biletów wejściowych, czyli:15 PLN (normalne)8 PLN (ulgowe)10 PLN (opcjonalny rejs statkiem)Jednak piszę to jedynie orientacyjnie, bo to są kwestie zmienne (i aktualizowane na stronie muzeum)Noclegi w Biskupinie – Dom MuzealnikaŚwietne miejsce do zatrzymania się na noc*, lub nawet więcej nocy. W bezpośrednim sąsiedztwie osady daje dodatkową możliwość obcowania z klimatem rezerwatu przez pełną dobę. Pokoje przestronne, czyściutkie i z łazienkami. Ja byłam zachwycona i mój rower również! Zgodnie stwierdzamy, że nie ma w okolicy lepszego miejsca do kimania, niż Dom Muzealnika przy Muzeum Archeologicznym w Biskupinie. :)*Aktualnie za pokój dwuosobowy opłata jest 150 PLN. Jedynka za 100 PLN. Pełen cennik na stronie zdania” podsumowaniaJeżeli wszystko to, co napisałam powyżej, nie przekonało Cię do tego, że warto odwiedzić Półwysep Biskupiński, to…. rzucam pisanie!A tak serio, to pamiętaj, że żadne słowa nigdy nie oddadzą klimatu miejsca. Bardzo się starałam, ale głównie po to, by przekonać Cię do podróży. Ten pomnik historii, to powód do dumy z jednej strony, a z drugiej niesamowita możliwość doświadczenia czegoś niecodziennego. Pod naszym, polskim miejsce tworzą zabytki, natura, ale i ludzie – pełni pasji, otwartości oraz uśmiechu. I wiedzy!Spakuj się i jedź znaleźć coś dla siebie, bo jest w czym wybierać. ♥Postaram się niedługo opisać całą swoją trasę rowerową, której Biskupin był [najważniejszą, ale jednak] częścią. Dam znać! Zaglądaj tutaj, lub po prostu zapisz się na listy z podróży ode mnie :)
Wszyscy mieszkańcy Biskupizny ubierali się prawie tak samo, różnica między ubiorem bogatymi a biednymi, polegała na używaniu różnych materiałów i ilości warstw ubrań, jaką na siebie zakładano. Największe zmiany w stroju biskupińskim miały miejsce po wojnie, kiedy to zaczęto stosować włókna sztuczne w miejsce naturalnej wełny, bawełny czy jedwabiu. Wtedy też zaczęto stosować bardziej uproszczony krój stroju oraz wprowadzono ozdobny haft, który przed 1939 rokiem był na tych terenach praktycznie nieznany. Najpopularniejszym męskim nakryciem głowy była czapka w stylu rogatywki. Noszono je głównie zimą, na zmianę z czapkami futrzanymi, preferowanymi przez starszych gospodarzy. Kapelusze dość mocno różniły się między sobą wyglądem. Najstarszym typem był kapelusz z dużym rondem i półkolistą główką, od okresu międzywojennego zaczęły dominować małe, pilśniowe kapelusze z niewielkim rondem. Typową ozdobą kapelusza były czarne wstążki lub tasiemki. Biskupizna | Strój biskupiański (zdjęcie: Męska koszula w stroju biskupiańskim posiadała krój przyramkowy. Letnie koszule szyto z bawełnianego płótna fabrycznego, a zimowe z barchanu. Z przodu koszula była rozcinana do połowy swojej długości, rękawy były proste i wszywane przy dłoniach w mankiety, a przy szyi w oszewkę. Koszule świąteczne posiadały dodatkowo odpinany biały, płócienny kołnierzyk. Kamizelki nosiło się tylko po domu, a na dwór mężczyźni zakładali kaftan nazywany jaką. Kaftan był uszyty z prostej płachty materiału, a wcięcie w talii tworzyły dwa wcięcia na plecach. Rękawy kaftana były proste, zakończone mankietami, a górę wykańczał kołnierzyk z klapkami. Za spodnie służyły bryczesy, które szyto z różnych materiałów. Młodzi mężczyźni w dni świąteczne ubierali bryczesy uszyte z białego płótna. Najcenniejszym obuwiem męskim były wysokie, czarne buty z cholewami, które zszywano z tyłu i usztywniano dodatkowymi wkładkami. Najczęściej stopy owijano flanelowymi onucami, ewentualnie noszono skarpety robione na drutach. Strój Biskupiański Kobiecy Kobiecy, tradycyjny strój biskupiński noszono jeszcze w połowie ubiegłego wieku. Proces jego zanikania był w miarę powolny, z czasem zmieniała się też pierwotna funkcja tradycyjnego ubioru. Damskie chustki szyto w różnych rozmiarach, nie było też jednej wyraźnej kolorystyki. Chustki nosiły wszystkie kobiety zamiast kopki. Chustę składało się po prostu wzdłuż przekątnej i wiązało pod brodą albo na karku. Latem ubierano najczęściej chustki w jasnych kolorach, uszyte z jedwabiu albo płótna, na zimniejsze pory wybierano chusty ciemniejsze, z grubszych tkanin wełnianych, pluszowych i flaneli. Kopki były świątecznym nakryciem głowy i nosiły je mężatki, panny, a nawet małe dziewczynki. Kopka jest rodzajem czepca o skomplikowanym kroju. Dziewczęca kopka była szyta z dwóch części: kopki zasadniczej i dwóch szarf. Kopki dla panien posiadały dodatkowo okap, doszywany w tylnej części. Czepiec umieszczało się dokładnie na samym czubku głowy, a żeby nakrycie nie zsuwało się na ramiona, doczepiano jeszcze band i wstążki, które wiązało się pod brodą w duże kokardy. Okap kopki oraz doczepione bandy ozdabiało się białym haftem płaskim – dominującym motywem zdobniczym były drobne motywy kwiatowe. Największe chusty o boku ponad półtora metra zakładano na kopki tak, że tworzyły one wspólnie wysoką budę. Koszule kobiece przypominały swoim krojem koszule męskie. Miały krój przyramkowy, a do ich uszycia wykorzystywano len albo fabryczną tkaninę bawełnianą. Koszula kobieca była długa i sięgała kolan, rękawy były zakończone mankietami, a przy szyi brakowało nawet małego kołnierzyka. Zdobienia koszuli były skromne i ograniczały się tylko do kilku rzędów stebnówki i falbanek doszywanych przy mankietach. Popularne później kryzki najprawdopodobniej wykształciły się od marszczonych falbanek, które zastępowały kołnierzyk w kobiecych koszulach. Kryzki szyło się z przymarszczonego pasa tiulu, który wszywało się w płócienną oszewkę. Brzegi kryzki były wycinane w zęby i ozdabiane białym haftem płaskim o motywach roślinnych. Oszewka z płótna otaczała szyję, a tiul rozkładał się na sznurówce. Biskupizna | Strój biskupiański (zdjęcie: W stroju biskupińskim spódnik mógł być tylko samą spódnicą albo spódnicą z doszytą sznurówką. Obowiązywał tylko jeden krój spódnicy, z czterech kawałków materiału. Z przodu spódnicy znajdowało się około 60 drobnych fałdek, a tylna część była jeszcze bardziej pomarszczona i składała się z około 140 głębokich zakładek. Wszystkie fałdki spódnicy zszywano w górnej części aby całość lepiej się układała. Do górnej części spódnicy doszywano też pasek, a zapięcie umieszczano na przedzie. Zakładki znajdowały się również w dolnej części spódnicy, ale było ich tylko trzy albo cztery. Krawędź spódnicy dodatkowo wzmacniano szczoteczką. Do uszycia spódnicy zużywano około 3-4 metrów tkaniny. Spódnice świąteczne szyto z tkanin sukiennych albo jedwabnych, używano też wtedy więcej kolorów. Najdłuższe spódnice, sięgające kostek, nosiły kobiety starsze, natomiast młode kobiety chodziły w spódnicach o długości do łydek. Zazwyczaj kobiety zakładały na siebie kilka zimowe były z grubych, wełnianych materiałów, a dla lepszej ochrony przed zimnem stosowano także wełnianą watolinę wszywaną między poszczególne warstwy materiału. Spódnice na lato były najczęściej z bawełny – spodnie warstwy zawsze mocno krochmalono. Spódnice z doszytą górą zakładały najczęściej młode kobiety. Sznurówka była uszyta z tego samego materiału co spódnica, a do zapinania sznurówek używano małych haczyków albo haftek. Z początkiem XX wieku zapaski w stroju biskupińskim stawały się coraz mniejsze. Początkowo zapaski zasłaniały większą część spódnicy z przodu i po bokach, ale w połowie ubiegłego wieku zapaski zakrywały tylko niewielką część na przedzie. Zapaski były jedną z najważniejszych części stroju świątecznego, dlatego większość kobiet posiadała w swojej garderobie co najmniej kilka różnych zapasek. Wyjściowe zapaski, zakładane do kościoła, były szyte z jedwabiu albo z atłasu, noszono także zapaski z innych, lekkich i przeźroczystych materiałów w jasnych, pastelowych odcieniach. Panny ozdabiały swoje zapaski koronkowymi wstawkami, z kolei mężatki doszywały do zapasek falbanki albo robiły na nich ozdobne zaszewki. Po drugiej wojnie światowej zapaski szyło się z gorszych gatunkowo materiałów (najczęściej było to zwykłe płótno), dlatego zdobienia stawały się coraz bogatsze i bardziej kolorowe. Kobiecą wersją kaftana była jaczka. Letnie kaftany były z cienkich materiałów, podszywane podszewką, bez wykończenia kołnierzykiem przy szyi. Zimowe kaftany szyło się z grubych tkanin i dla ocieplenia podszywało watowaniem i flanelą. Jaczki zakładało się na sznurówkę spódnika. Strój świąteczny uzupełniały białe pończochy, później zastąpiono je beżowymi. Obuwiem wyjściowym były skórzane, długie trzewiki w kolorze czarnym albo brązowym. Biżuteria stroju biskupińskiego była raczej skromna i składała się przede wszystkim z korali. Sznur prawdziwych korali otrzymywała każda dziewczyna z okazji swojego zamążpójścia.
Gród w Biskupinie jest jednym z nielicznych stanowisk archeologicznych w Polsce zawierających pełnowymiarowe rekonstrukcje wału obronnego, falochronu, bramy, ulic i budynków starożytna w Biskupinie została odkryta w 1933 r. przez miejscowe dzieci, które poinformowały o znalezisku nauczyciela miejscowej szkoły wiejskiej, który nagłośnił znalezisko-Walentego Szwajcera. O odkryciu wystających z wody drewnianych bali, powiadomił on prof. Józefa Kostrzewskiego z Poznania. Badania wykopaliskowe zostały zainicjowane w roku 1934 i kontynuowane były do wybuchu II wojny światowej. W czasie wojny, w latach 1939-1942, specjalny niemiecki oddział SS-Ausgrabung Urstätt, pod dowództwem Hauptsturmführera Prof. Dr Hansa Schleifa prowadził wykopaliska na terenie osady biskupińskiej, w celu wykazania jej pragermańskości. Ponieważ niemieckie badania nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, okupant postanowił zlikwidować stanowisko archeologiczne, poprzez zasypanie go piaskiem. Efektem tych działań było to, że część odsłoniętych przed wojną znalezisk nie nadawała się do ponownej ekspozycji. Po wojnie polscy archeolodzy, pod kierunkiem Zdzisława Rajewskiego, wznowili badania i kontynuowali je do roku 1974. Ogółem przebadano ok. 3/4 powierzchni w Biskupinie – zarówno w okresie międzywojennym, jak i po wojnie były przykładem najwyższego możliwego wówczas poziomu metodycznego prowadzenia wykopalisk, stanowiąc wzór do naśladowania nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Zainicjowano w Biskupinie w okresie międzywojennym interdyscyplinarne badania paleoekologiczne, dokonywano eksperymentów archeologicznych, inicjując w ten sposób archeologię eksperymentalną. Wojciech Kóčka w czasie tych badań zastosował fotografię dokumentacyjną z aparatów latających, inicjując w ten sposób archeologię lotniczą w Polsce[potrzebne źródło].Gród w Biskupinie, jest jedynym w Polsce stanowiskiem archeologicznym, dla którego opracowano program długoterminowej konserwacji. Konserwacja polega na utrzymywaniu wysokiego poziomu wody w jeziorze otaczającym stanowisko, oraz wdrożeniu system monitorowania parametrów środowiska dla zapewnienia optymalnych warunków przetrwania autentycznej substancji w Biskupinie uznany został za pomnik historii w BiskupinieOsada w Biskupinie wiąże się z kręgiem kulturowym kultury łużyckiej, trwającym od środkowej epoki brązu, od ok. XIV w. po wczesną epokę żelaza, czyli do ok. V w. Kultura łużycka to pojęcie archeologiczne, pod którym różni badacze widzieli różne etnosy – Pragermanów lub Illirów. Sprawa przynależności etnicznej Biskupina była wykorzystywana dla celów ideologicznych w sporach dotyczących praw różnych narodów do ziem dzisiejszej Polski. Obecnie powszechnie przyjmuje się za fakt, że przynależności etnicznej kultury łużyckiej, podobnie jak i większości innych pradziejowych kultur archeologicznych, bezdyskusyjnie nie da się ustalić .Na podstawie badań elementów konstrukcyjnych osiedla (drewnianych bali, zob. dendrochronologia) stwierdzono, że powstało ono najprawdopodobniej zimą 738 roku Założono je na podmokłej wyspie na Jeziorze Biskupińskim (obecnie półwysep), o kształcie w przybliżeniu owalnym i powierzchni ok. 2 ha (w obrębie wałów mieściło się ok. 1,3 ha powierzchni). Wyspa wznosiła się 0,8 – 1,2 m ponad wody otaczającego jeziora. Gród biskupiński był zasiedlony przez 150 lat.[3]Na terenie osady znajdowało się ok. 106 domostw, o wymiarach przeciętnie ok. 8 × 10 m, usytuowanych rzędowo wzdłuż moszczonych drewnem 11 ulic, o szerokości ok. 2,5 m każda. Ocenia się, że w osadzie mieszkać mogło od 800 do 1000 osób. Osada otoczona była skrzynkowym wałem drewniano-ziemnym o długości 740 m, szerokości 3 m i domniemanej wysokości do 6 m, w którym znajdowała się brama wjazdowa. Gród otoczony był falochronem o szerokości od 2 do 9 m, zbudowanym z ukośnie wbitych schemat zabudowy grodu biskupińskiego powtarza się również w przypadku innych grodów kultury łużyckiej z wczesnej epoki żelaza (np. Sobiejuchy, Izdebno na Pałukach, Jankowo na Kujawach czy Biehla w Saksonii).Przyczyny budowy grodów obronnych o regularnej wewnętrznej zabudowie szeregowej przez ludność kultury łużyckiej są przedmiotem niezakończonej konkluzywnymi wnioskami dyskusji naukowców. Z punktu widzenia ekonomicznego zamieszkiwanie ludności rolniczej w zamkniętej przestrzeni grodu otoczonego wodą lub podmokłymi obszarami, nie jest racjonalne. W literaturze przedmiotu pojawiły się zatem co najmniej trzy próby wyjaśnienia tego fenomenu: 1. zagrożenie ze strony ludów koczowniczych – Kimmerów i Scytów; 2. walki wewnątrzplemienne; 3. chęć naśladownictwa miast greckich, z którymi społeczności kultury łużyckiej zapoznać się mogły dzięki dalekosiężnej wymianie handlowej organizowanej przez kolonie nieznana jest przyczyna upadku Biskupina i innych grodów tego typu. W tej kwestii przedstawiono również kilka konkurencyjnych hipotez: * zniszczenie grodów przez Scytów (rzeczywiście, niektóre grody zostały spalone, w niektórych znaleziono też grociki od strzał scytyjskich); * podniesienie się poziomu wód w jeziorach w związku z pogorszeniem klimatu; * wyeksploatowanie środowiska naturalnego wokół grodu i konieczność przeniesienia się na inne w BiskupinieObszar Pałuk został ukształtowany przez lodowiec skandynawski, który wyżłobił w czasie ostatniego zlodowacenia liczne doliny. Od północy naturalną granicę Pałuk stanowi Puszcza Notecka, południową granicą jest rzeka pozostałościami na terenie Biskupina są obozowiska łowców reniferów sprzed 10 tysięcy lat (górny paleolit), a także neolityczny dom pierwszych rolników oraz położone w pobliżu miejsca pochówku. Ciekawym obiektem jest tzw. kraal z wczesnej epoki brązu, otoczony systemem osada obronna została opuszczona w VI wieku z powodu podniesienia się poziomu wody w jeziorze wskutek zmian klimatycznych i wyeksploatowania środowiska naturalnego (drewno, erozja gleb). W V i IV wieku powstała na jej miejscu osada otwarta. Ludność Biskupina zajmowała się rolnictwem, rybołówstwem , zbieractwem i rzemiosłem (garncarstwo, tkactwo).We wczesnym średniowieczu na obszarze tym funkcjonowały grody i osady, a ostateczny upadek Biskupina wiąże się ze wzrostem znaczenia Piastów. W XI wieku obszary te należały do biskupstwa gnieźnieńskiego, o czym mówi bulla papieża Innocentego II (1136).ród³o:
10 zdań o biskupinie