PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU. LUDZIE, KTÓRZY SZLI. LEKTURA Z OPRACOWANIEM • Książka ☝ Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz! • Oferta 14413264804 Omów zagadnienie na podstawie opowiadania "Proszę państwa do gazu" Tadeusza Borowskiego. W swojej odpowiedzi uwzględnij również wybrany kontekst 87 Hierarchia wartości w sytuacjach granicznych. Omów zagadnienie na podstawie opowiadania "Proszę państwa do gazu" Tadeusza Borowskiego. W swojej odpowiedzi uwzględnij również wybrany Ucz się z Quizlet i zapamiętaj fiszki zawierające takie pojęcia, jak Dlaczego w obozie panuje dezynfekcja?, Jak wygląda dezynfekcja obozu?, Co to Knada? itp. Na podstawie fragmentu "Proszę państwa do gazu T. Borowskiego przedstaw proces zlagrowania człowieka. W opowiadaniu Tadeusza Borowskiego „Proszę państwa do gazu” mamy do czynienia ze spotkaniem zwykłej, codzienności z czymś okrutnym, trudnym do opisania. Dlatego też narrator opowiadań (Tadek Proszę państwa do gazu (T. Borowski) - kompleksowe opracowanie tematu - Opracowania.pl. Organizm człowieka jako zintegrowana całość . Genetyka . Ewolucjonizm . Kompletne wydanie utworów Pożegnanie z Marią, Proszę państwa do gazu i Ludzie, którzy szli Tadeusza Borowskiego, bez cięć w treści, przygotowaliśmy z myślą o uczniach – nie tylko zastosowaliśmy czcionkę ułatwiającą czytanie oraz wygodne marginesy, dzięki czemu wzrok nie męczy się szybko, ale także uzupełniliśmy tekst o przypisy, wyjaśniające trudne lub archaiczne zwroty. . Szanowni Klienci,mając na uwadze Państwa cenny czas, komfort i bezpieczeństwo,prosimy o wcześniejszy kontakt telefoniczny lub elektronicznyw celu umówienia prezentacji lub spotkania w którą oglądasz jest dostępna TYLKO U NAS i została dokładnie sprawdzona pod względem pod inwestycje, do remontu, do aranżacji, idealne pod wynajem. Lokalizacja:Praktycznie Centrum Gdyni, jednocześnie blisko Park Krajobrazowy, tereny rekreacyjne, wokół domy, niskie zabudowy, ogrodowe działki, uliczka spokojna, cicha. Blisko szkoły, sklepy, dworzec kolejowy. Dogodna komunikacja miejska. Lokalizacja bardzo poszukiwana. Budynek;Kamienica, bezczynszowa, trzech właścicieli w budynku. Duża działka do zagospodarowania. Niska zabudowa, garaż przynależny do budynku jest gaz i to najlepsza alternatywa na dachu został wykonany w 2013 się z dwóch dużych pokoi połączonych amfiladą, sypialnia z balkonem, oddzielne pomieszczenie na kuchnię. Łazienka z oknem. Całość do generalnego remontu. Mieszkanie znajduje się na ostatnim piętrze i jest jedyne na tym poziomie. Możliwość wykonania nadbudowy, obecny właściciel posiada aranżacje rozbudowy dodatkowego od inwestycyjnie mocno polecam to zyskujesz współpracując z naszym biurem? - oszczędność czasu, opiekę i kompleksowe wsparcie doświadczonego Agenta na każdym etapie transakcji- szeroki wybór ofert dopasowanych do Twoich potrzeb- pewność uzyskania najkorzystniejszej wartości nieruchomości- szybką ocenę zdolności kredytowej i ofertę korzystnego kredytu hipotecznegoskuteczny i nowoczesny marketing Twojej oferty- profesjonalne i bezpłatne doradztwo prawne- bezpieczeństwo transakcji gwarantowane współpracą z czołowym biurem nieruchomości na Pomorzu, które obsługuje zarówno oferty z rynku wtórnego, jak i deweloperskieChcesz poznać więcej szczegółów tej oferty? A może chcesz negocjować cenę?Zadzwoń pod numer 58 558 53 53 lub 784008... Wyświetl numer Możesz także do nas naszej bazie znajdziesz najwięcej aktualnych ofert z Trójmiasta, Kaszub i zapraszamy do naszych oddziałów w Gdańsku, Gdyni, Bytowie, Kościerzynie, Chojnicach i Starogardzie Gdańskim. Pracujemy również w profesjonalistom i kupuj bezpiecznie! Rząd Jana Olszewskiego musiał mierzyć się z ogromną skalą trudności i ataków, a mimo to dokonał rzeczy nie do przecenienia. Niestety, bagaż problemów nierozwiązanych z powodu „nocnej zmiany” ciążył Polsce przez wiele następnych Jan Olszewski nigdy nie traktował Polski ludowej jako formy państwowości polskiej. Był bardzo sceptyczny wobec narastającego z coraz większą mocą w drugiej połowie lat 80. dążenia lewicowych elit podziemnej „Solidarności” do zawarcia ugody z komunistami. Stał na stanowisku, że należy jak najdłużej wytrwać, ponieważ przeciwnik może tylko słabnąć i w przyszłości uzyska się więcej. Dziejące się wydarzenia traktował w kategoriach spektaklu odgrywanego wedle scenariusza autorstwa władzy i bezpieki. Utwierdzała go w tym śmierć kapłanów: Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca i Sylwestra Zycha, którzy w 1989 r. kolejno ginęli z rąk „nieznanych sprawców”. Odrzucił propozycję objęcia w ramach okrągłego stołu w imieniu „społeczeństwa” funkcji przewodniczącego podstolika ds. reformy prawa i sądów, dzięki czemu wszedłby do wąskiego zespołu odpowiedzialnego z „naszej” strony za całość pertraktacji. Zgodził się jedynie na udzielanie pomocy w charakterze eksperta przy rozmowach stricte technicznych. Nie chciał brać politycznej odpowiedzialności za to, co nastąpi, a na co nie będzie miał wpływu. Później odmówił kandydowania na posła w wyborach 4 czerwca 1989 r., które nie przekazywały władzy „w ręce autentycznych przedstawicieli narodu”. Żywił przeświadczenie, że „nie przystoi to nikomu, kto rzeczywiście reprezentuje postawę niepodległościową, uznaje wartości związane z polską tradycją”. Stracony czas dla przemianPo raz pierwszy ofertę sformowania rządu otrzymał od Lecha Wałęsy w okolicach zwycięskich dla przewodniczącego „Solidarności” wyborów prezydenckich, których dwie tury miały miejsce w ostatnich miesiącach 1990 r. Nie mógł na nią przystać choćby z powodu zakresu i rodzaju „sugerowanych” rozwiązań personalnych w odniesieniu do poszczególnych ministerstw. Jak zresztą sądził, nie była autentyczna. Mimo wszystko nadal wierzył, że prezydent zainicjuje zapisany w swoim programie „nowy początek” i odetnie Polskę od komunistycznych pozostałości. Z perspektywy lat okres od jesieni 1989 r., kiedy zaczęła się destrukcja systemu w całej Europie Środkowo-Wschodniej i należało zerwać kontrakt okrągłostołowy (skoro został zawarty…), do końca 1991 r. oceniał jako stracony dla rzeczywistych zmian, które sięgałyby fundamentów państwowości i gospodarki. Obserwował, jak realizowany kierunek umożliwia strukturom PRL nie tylko nienaruszone przetrwanie, ale i zwiększanie potencjału. A przecież nie było wtedy poważniejszych podstaw do obaw przed oporem środowisk komunistycznych, pozbawionych gwarancji opieki z ramienia wschodniego protektora. Bezpowrotnie zamykała się historyczna szansa, na którą polski naród czekał długie dziesięciolecia… Między zachodem i wschodem Sytuacja uległa zmianie w chwili, kiedy 23 grudnia 1991 r., za sprawą pomysłu i działań Jarosława Kaczyńskiego, przewodniczącego Porozumienia Centrum, sejm wybrany niedawno w pierwszych wolnych wyborach przegłosował wotum zaufania dla gabinetu Jana Olszewskiego. Według ocen sformułowanych przezeń w przyszłości chwilowa zgoda na takie rozwiązanie wynikała z czystej kalkulacji. „Zwłaszcza finanse publiczne znajdowały się w stanie absolutnie dramatycznym. Wiadomo było, że zderzymy się z tym problemem i jeżeli nawet zdołamy opanować sytuację, to ogromnym kosztem. »Tamci« zakładali, że oczywiście sobie nie poradzimy. Rozumowali na zasadzie: »Dobrze, niech spróbują. I tak wszystko szybko się posypie, a wtedy na nich zwalimy ekonomiczne skutki planu Balcerowicza«. […] Jakoś udało się opanować zupełnie nieprawdopodobny deficyt. Nawet nikt nie wiedział, ile wynosi jego wysokość, szacunki wahały się od 30 do 60 bln zł. Tyle brakowało, Balcerowicz drukował przecież puste pieniądze w ostatnim okresie”. Jan Olszewski wyraził w exposé pragnienie, aby powołanie rządu „oznaczało początek końca komunizmu w naszej ojczyźnie”. Polska musiała zmierzyć się z zagrożeniem głównie od wewnątrz, co wynikało w największej mierze z „wieloletniej obcej dominacji”. Tkwiła między światem „zachodnim, który się pokojowo kształtuje i jednoczy”, gdzie nie miała jeszcze „sojuszników, zakotwiczenia, zabezpieczenia”, oraz „wschodnim, który się rozpada”.Agentura wpływów i „pożyteczni idioci” Zmiana położenia wymagała wyrwania się z pułapki dalszej faktycznej zależności w wielu dziedzinach od wschodniego sąsiada i wejścia w struktury Zachodu. Spotykało się to z oporem i przeciwdziałaniem ze strony różnych ośrodków, jak przypominał Jan Olszewski – „całej agentury wpływów rosyjskich i przede wszystkim ogromnej rzeszy tzw. pożytecznych idiotów”. Niemałą rolę odgrywały względy mentalne. Środowiska polityczne wywodzące się z opozycji wewnątrzsystemowej w PRL (o postkomunistach nie wspominając) samo tylko sygnalizowanie kwestii akcesu do NATO uważały za „szaleństwo”. Premier nie mógł być nawet pewien postawy ministrów. Po latach relacjonował, że niedługo po tym, jak otrzymał misję tworzenia rządu, zgłosił się doń Krzysztof Skubiszewski – szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych u poprzedników i później także w jego gabinecie, „z nadania” Lecha Wałęsy (MSZ zaliczał się do tzw. resortów prezydenckich, podwójnego podporządkowania). Zarysował istniejącą w tamtym momencie możliwość i szansę (!) zawarcia traktatu ze Związkiem Sowieckim, „poprawiającego naszą sytuację w stosunku do ZSRS, a nawet [sic!] stwarzającą nam bardziej równorzędną pozycję”. Jan Olszewski polecił, aby odłożyć to zagadnienie na półkę, dzięki czemu Polska nie została ostatnim państwem, które zawarło umowę międzynarodową z ulegającym właśnie likwidacji komunistycznym imperium. „Drzwi do NATO są otwarte” W marcu 1992 r. przybył do Polski sekretarz generalny Paktu Północnoatlantyckiego Manfred Wörner. Oświadczył, że „drzwi do NATO są otwarte”. Mimo to prezydent w trakcie wizyty w Niemczech niespełna trzy tygodnie później ogłosił ideę NATO-bis i EWG-bis jako związków państw dawnego „bloku wschodniego”. Miało to dodatkowy wymiar, ponieważ nastąpiło w przeddzień przygotowywanej od szeregu miesięcy podróży premiera do Stanów Zjednoczonych. „Oczywiście zrobiło się wielkie zamieszanie. Nie mogłem [tu w sensie: bo nie wiedziałem, jak] nawet wyjaśnić rozmówcom, o co głowa państwa właściwie występuje. Za to bardzo wyraźnie artykułowałem postulaty rządu i nasz kierunek działań. Podkreślałem, że o żadnej formule »bis« w ogóle nie ma mowy. Do dzisiaj nie wiem, kto to wymyślił”. Jan Olszewski przebywał za oceanem od 13 do 14 kwietnia. Spotkał się z amerykańskim prezydentem Georgem Bushem, który z punktu widzenia swojego kraju wskazał na możliwość przyjęcia Polski do NATO. Do rozwiązania pozostawała kwestia pozbycia się wciąż stacjonujących na polskim terytorium jednostek armii rosyjskiej. Poza wszystkim, w posowieckich garnizonach kwitło zjawisko przemytu różnego rodzaju kradzionych dóbr, aferowej sprzedaży paliw i spirytusu. Tymczasem ni stąd, ni zowąd pojawił się pomysł przekształcenia baz w spółki joint-venture. Spółki w miejsce baz?! W załączniku do wynegocjowanego przez MSZ wiosną 1992 r. traktatu między Rzecząpospolitą a Rosją znalazł się zapis o treści: „W oparciu o część obiektów wybudowanych ze środków wojsk [b. ZSRS] i przekazanych stronie polskiej umawiające się strony stworzą sprzyjające warunki dla zorganizowania wspólnych przedsiębiorstw o przeznaczeniu cywilnym”. Mimo formalnego sprzeciwu rządu były uzasadnione obawy, że Lech Wałęsa w trakcie majowej wizyty w Moskwie wyrazi na to zgodę. Tylko szybka i zdecydowana reakcja premiera, polegająca na wysłaniu już na miejsce, do tamtejszej ambasady szyfrogramu ze stanowiskiem Rady Ministrów, pozbawiła prezydenta pola manewru. Sytuacja przesądziła o dalszych losach rządu… Powstanie przedsięwzięć handlowych o specjalnym statusie oznaczałoby katastrofę – „stworzenie tego rodzaju pozostałości po radzieckich wojskach i utrwalenie wpływów Rosji na terenie dawnych baz, że wykluczyłoby [to] możliwość aspirowania kiedykolwiek do Paktu Północnoatlantyckiego”. Zdaniem Jana Olszewskiego „terytoria […] przekazane pod działalność polsko-rosyjskich spółek […] stałyby się absolutnie niedostępne dla jakiejkolwiek ingerencji, kontroli z naszej strony. Wyłączone spod jurysdykcji Polski, pełniłyby funkcję ekspozytur wywiadu Rosji i miejsc wykorzystywanych do przerzutu broni czy narkotyków”. Dawne powiązania Tłem dla zmiany politycznej było wykonanie przez szefa resortu spraw wewnętrznych Antoniego Macierewicza uchwały lustracyjnej, której projekt złożył 28 maja Janusz Korwin-Mikke. Wbrew narracji politycznych przeciwników działalność MSW nie sprowadzała się do sporządzania „list agentów” (sic!). Wiosną Wydział Studiów Gabinetu Ministra przygotował dla premiera raport wskazujący na zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa płynące z powiązań sięgających poprzedniego systemu. Dotyczyły polityki, administracji, kancelarii prezydenta, władz sądowniczych, państwowych środków masowego przekazu, banków, służby dyplomatycznej, instytucji gospodarczych… Wykonana praca analitycznobadawcza pozwalała stwierdzić, że przez dawnych pracowników komunistycznej bezpieki cywilnej i wojskowej oraz ich agentów opanowana została choćby tak newralgiczna dziedzina, jak handel bronią i sprzętem specjalnym. Ponadto – „wielkie afery finansowe, jak Art-B i FOZZ, były dokonywane pod osłoną i z udziałem oficerów i agentury byłego Zarządu II Sztabu Generalnego WP i Departamentu I MSW. G[rzegorz] Żemek – główny podejrzany w śledztwie w sprawie FOZZ – był tajnym współpracownikiem Zarządu II Sztabu Generalnego WP, podobnie jak kilku innych jego [dyrektora generalnego Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego] współpracowników” etc. Istotne okazywało się też opisanie ścisłego podporządkowania służb specjalnych PRL mocarstwu sowieckiemu. Raport przedostanie się na łamy „Tygodnika Solidarność”. Bezpieczeństwo energetyczne Na przełomie 1991 i 1992 r. Rosjanie niespodziewanie zmniejszyli o połowę ilość przesyłanego do Polski gazu. Nikt do końca nie wiedział, czy stanowi to element nacisku, czy rezultat bałaganu po likwidacji ZSRS, ale rozmowy nie przynosiły rezultatów. Jan Olszewski powołał doraźny sztab antykryzysowy. Spotkania odbywały się z udziałem wybranych ministrów, szefa Urzędu Ochrony Państwa Piotra Naimskiego, doradców z PGNiG. Nie istniał żaden sposób uzupełnienia niedoborów. W przypadku zakładów pracujących w ruchu ciągłym odcięcie od surowca powoduje ich zniszczenie, dlatego powstała specjalna lista, według której miały być eliminowane – od tych uznanych za „najmniej ważne” do „najważniejszych” dla bezpieczeństwa państwa i gospodarki. Ta zupełnie dramatyczna sytuacja uświadamiała, że należy szukać rozwiązań zapobiegających w przyszłości tego typu zdarzeniom. Według relacji Piotra Naimskiego „wiosną 1992 roku powstał projekt gazociągu łączącego Polskę przez Danię z brytyjskim złożem »Britannia« na Morzu Północnym. Anglicy chcieli uczestniczyć w tym przedsięwzięciu, rozmowy były bardzo zaawansowane. Przygotowaliśmy studium wykonalności, biznesplan… Zainteresowanie wyrażali partnerzy z Czech i Węgier, także przedstawiciele dużych firm energetycznych”. Później jednak nowe władze przystąpiły do realizacji rosyjskiego projektu budowy gazociągu Jamał – Europa, który uzależnił Polskę od gazu ze Wschodu aż do… 2022 r. i stał się jednym z fundamentów trwałej współpracy gospodarczej i politycznej Rosji i Niemiec ponad naszymi głowami. Nie do przecenienia W nocy z 4 na 5 czerwca doraźnie zawiązana „koalicja strachu” doprowadziła do odwołania rządu przy pomocy przewrotu parlamentarnego. Po latach Jan Olszewski oceniał okoliczności sprawowania przez siebie władzy jako beznadziejne. Mówiąc o możliwościach całkowitego uwolnienia Polski od postkomunistycznego układu, podkreślał: „W 1991 r. i 1992 r. nie Było już żadnej szansy. Jeżeli w ogóle była, to rzeczywiście w 1989, może jeszcze w roku 1990 r.”. Rząd musiał mierzyć się z ogromną skalą trudności i ataków, w tym medialnych. Jeżeli chodzi o bieżące funkcjonowanie państwa, zdołał mimo to przygotować budżet, wdrożyć nowy program gospodarczy czy zatrzymać złodziejską prywatyzację majątku narodowego. Dokonał rzeczy nie do przecenienia również – a nawet zwłaszcza – z perspektywy minionego trzydziestolecia. Tak wyraźne opowiedzenie się za członkostwem w NATO nadało ton dalszemu kierunkowi działań na płaszczyźnie polityki międzynarodowej. Sprawa dymisji szefa Wojskowych Służb Informacyjnych ukazała niebezpieczeństwa związane z istnieniem WSI, a realizacja faktycznie awykonalnej uchwały lustracyjnej przeszkodziła w pogrzebaniu kwestii agentury bezpieki cywilnej. Wszystko to znacznie osłabiło wpływy „partii rosyjskiej”. Niestety, bagaż problemów nierozwiązanych z powodu „nocnej zmiany” ciążył Polsce przez wiele następnych lat. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera Od ponad miesiąca mieszkańcy trzech bloków przy ulicy Dąbrowszczaków w Ustce nie mają gazu. Najpierw Wojskowa Agencja Mieszkaniowa postanowiła naprawiać instalację gazową, a poźniej całkowicie ją ponad miesiąca mieszkańcy trzech bloków przy ulicy Dąbrowszczaków w Ustce nie mają gazu. Najpierw Wojskowa Agencja Mieszkaniowa postanowiła naprawiać instalację gazową, a poźniej całkowicie ją Mieli naprawić i pouszczelniać instalację - mówi pan Janusz, mieszkaniec bloku nr 4. - Potem okazało się, że rury nadal są nieszczelne. Zaczęli je więc wymieniać. Przez te pomyłki już od ponad czterech tygodni nie mamy nie mają też ciepłej wody, większość gotuje na kuchenkach Prace wykonywane są na zlecenie Wojskowej Agencji Mieszkaniowej, my je nadzorujemy i sprawdzamy poprawność wykonania. Do tej pory szczątkowe naprawy nie były skuteczne. Uszczelnianie nie pomagało, więc należało wymienić instalację - tłumaczy Ryszard Krupa, mistrz z Rozdzielni Gazu w Ustce. - Blok numer cztery jest już odebrany i w jego instalacji płynie gaz, za kilka dni zakończą się prace w bloku numer sześć. Według Krupy prace najdłużej będą trwały w bloku numer osiem. Jak długo? - Przynajmniej przez jakiś czas - odpowiada starych rur ma sprawić przede wszystkim, że korzystanie z instalacji będzie Mieszkańcy o remoncie wiedzieli już trzy tygodnie wcześniej. Nie chcieliśmy przeprowadzać robót latem, gdyż wielu z nich miało wtedy wczasowiczów. Na pewno brak gazu byłby w tym okresie bardziej uciążliwy - tłumaczy Andrzej Słoniewski, wicedyrektor Wojskowej Agencji Mieszkaniowej w Słupsku. - Wymiana była konieczna ze względów bezpieczeństwa. Przepisy jasno określają, że na korytarzach rury nie mogą być skręcane. Dlatego należało wymienić je na spawane. Także w wielu mieszkaniach część rur nie spełniała norm bezpieczeństwa, musieliśmy wymienić je na miedziane obiecuje, że remont w bloku numer sześć zakończy się w ciągu kilku dni. Do końca miesiąca rury mają zostać wymienione w "ósemce". Remont instalacji w jednym mieszkaniu kosztuje około dwóch tysięcy złotych. Całość inwestycji kosztowała WAM około 240 tysięcy ofertyMateriały promocyjne partnera Czwartek, 28 kwietnia (18:44) ​"Gdybyśmy jako firmy i państwa unijne zachowali jeden zwarty, wspólny front, to Gazprom nie miałby wyjścia. Trzeba pamiętać, że to Unia Europejska jest głównym kupującym rosyjski gaz. Rosjanie nie mają możliwości - także infrastrukturalnych - jeśli chodzi o przesłanie tego gazu, choćby do Chin czy na inne rynki. To Gazprom byłby pod ścianą, a nie my teraz" - mówił w radiu RMF24 Wojciech Konończuk, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, z którym rozmawiał Marcin Jędrych. Marcin Jędrych, RMF FM: Proszę pana, kto się wyłamał? Kto płaci w rublach? Czy to już wiemy? Wojciech Konończuk: Wygląda na to, że całkiem sporo firm zachodnioeuropejskich się z tego wyłamało. Pierwsze mieliśmy deklaracje Węgrów, którzy powiedzieli, że zamierzają płacić w rublach. Potem liczba firm tak naprawdę wzrosła do około dziesięciu. Chociaż nie wszystkie nazwy jeszcze znamy - mówi się o firmach niemieckich, austriackich - to się okaże. Trzeba też pamiętać o tym, że różne firmy mają różne okresy płatności za rosyjski gaz. Wygląda na to, że ta płatność najpierw przypadła na właśnie PGNiG i Bulgargaz. Jak to wygląda w przypadku innych koncernów energetycznych unijnych, to się okaże, ale wygląda na to, że wiele z nich się na te warunki rosyjskie niestety zgodziło. To oznacza, że po prostu oni będą płacić w rublach, udając, że nie jest to wcale naruszenie sankcji, o których mówiła Ursula von der Leyen. Tam jest taki specyficzny mechanizm jaki sobie Rosjanie wymyślili. Oni kazali firmom, które kupują gaz rosyjski, założyć specjalne konta w Gazprombanku, które miałyby służyć do przewalutowania płatności w euro albo w dolarach na ruble. Tego rodzaju wymaganie ze strony Gazpromu - ono jest nie kontraktowe. Nie ma takich punktów w żadnym z kontraktów gazowych między Gazpromem z jednej strony, a firmami zachodnioeuropejskimi, unijnymi z drugiej strony. Czyli to oznacza, że w takim razie te decyzje tych firm czy też krajów - tak jak to jest w przypadku Węgier - są trochę na pograniczu obowiązujących przepisów, czy nawet prawa Unii Europejskiej? One są nieprzepisowe w tym sensie, że nie ma takich zapisów w kontraktach gazowych. To jest pójście na rękę Gazpromowi. Gdybyśmy jako firmy i państwa unijne zachowali jeden zwarty, wspólny front, to Gazprom nie miałby wyjścia. Trzeba pamiętać, że to Unia Europejska jest głównym kupującym rosyjski gaz. Rosjanie nie mają możliwości - także infrastrukturalnych - jeśli chodzi o przesłanie tego gazu choćby do Chin czy na inne rynki. To Gazprom byłby pod ścianą a nie my teraz. Teraz się zastanawiam nad tym, czy gdyby faktycznie tak się stało, że większość czy praktycznie wszyscy powiedzieliby "nie płacimy w tych rublach", to czy Gazprom powiedziałby ''to wam nie sprzedajemy gazu'' czy raczej powiedziałby ''ok, to jednak płacicie w euro albo w dolarach''? Tak, myślę, że to byłaby raczej kwestia czasu kiedy Gazprom wycofałby się ze swoich propozycji, wróciłby do poprzedniego modelu, także dlatego, że Gazprom musiałby ten gaz który wydobywa - a to nie jest tak łatwo zatrzymać wydobycie gazu na danym złożu - musiałby go wypuszczać w powietrze. Pewnie początkowo do zbiorników. Te zbiorniki byłyby z czasem zapełnione i potem musiałby wrócić do starego systemu. Gdybyśmy zdecydowali się jako całość - tego typu gra ma sens tylko wówczas, kiedy wszyscy odbiorcy rosyjskiego gazu w Unii Europejskiej są na pokładzie. Nie mam wątpliwości, że tego typu podejście byłoby po prostu efektywne. Czy to, że jest na razie tych kilka czy kilkanaście podmiotów, które decydują się na zapłatę Rosji w rublach, czy to oznacza, że może być ich więcej? Jak inni zobaczą ''oni płacą to my też, nie będziemy się przejmować tym, że są z tego jakieś prawne konsekwencje'', czy też raczej uda się gromadnie przekonać pozostałych, żeby jednak wszyscy stali w jednej linii i nie płacili w rublach? Myślę, że główną troską tych państw czy tych firm, które zgodziły się na to, żeby założyć rachunki bankowe rublowe w Gazprombanku jest to, żeby gaz rosyjski płynął, także dlatego, że nie każdy jest w tak dobrej sytuacji jak Polska - mimo tego, że w najbliższych miesiącach pewnie trzeba będzie gaz kupić przez interkonektory zachodnie i południowe - natomiast my generalnie jesteśmy w dobrej sytuacji. Niebawem będziemy mieć pełną możliwość uniezależnienia się od gazu rosyjskiego. Inne państwa - także nasi zachodni sąsiedzi - w takiej dobrej sytuacji nie są. To choćby z tego punktu widzenia będzie dla tych firm trudne. Co nie zmienia faktu, że to, że część firm się zgodziło na warunki Gazpromu wynika głównie z obawy, że Rosjanie przestaną pompować gaz. Wtedy będzie problem, bo jeszcze nie mają od kogo go kupić. Tu rozumiem jest główny problem. Nie mają tej takiej dywersyfikacji jaka jest w tej chwili u nas - gdzie ta nitka, która doprowadza gaz z Rosji u nas, to jest - z tego co pamiętam - około połowy całego zapotrzebowania na gaz w Polsce. Tak, głównym problemem jest to, że część państw nie tyle nie ma możliwości, żeby kupić gaz od innych odbiorców, wręcz nie ma infrastruktury - to jest główny problem np. Niemców, którzy gros swojego gazu mają ze źródeł rosyjskich, natomiast nie zbudowali terminali LNG, które zapewniłyby im dostęp od nierosyjskich źródeł gazowych. Z drugiej strony, ich połączenia gazowe z sąsiadami są zbyt małe w stosunku do ich potrzeb. Na tym etapie i pewnie jeszcze przez jakiś czas - co najmniej dwa lata - Niemcy są skazani na gaz z Rosji. Czy pan myśli, że podobnego typu szantaż - o jakim mówimy w przypadku domagania się zapłaty za gaz w rublach - może Rosja też wykonać w przypadku sprzedaży np. ropy? Wydaje mi się to mniej prawdopodobne. Rosja zdaje sobie sprawę, że odbiorcy ropy rosyjskiej na Zachodzie mają możliwość - ogromna większość z nich, żeby sobie sprowadzić ropę z innych źródeł niż rosyjska. Z gazem jest znacznie trudniejsze - co pokazałem na przykładzie choćby naszego zachodniego sąsiada. Nie wydaje mi się, że na tym etapie mogłoby do tego dojść. Mam generalnie nadzieję, że ten szantaż ze strony Gazpromu, on jednak przyspieszy pewną decyzję o embargu naftowo-gazowym - że to będzie tylko kwestia czasu - na rosyjską ropę i gaz. Tylko pytanie, czy infrastruktura gazowa, o której pan mówi, to nie jest kwestia, którą można załatwić w miesiąc czy dwa. To są pewnie lata inwestycji, żeby powstał chociażby taki gazoport jak u nas, czy jakieś dodatkowe interkonektory dla pozostałych krajów. Tak, to jest zwykle czasochłonne zadanie, wymagające także nakładów finansowych. Niemcy chcieliby bardzo szybko kupić trzy pływające terminale. To jest inny model niż w przypadku naszego w Świnoujściu, który jest jednak infrastrukturą lądową. Niemcy mają nadzieję, że im się uda w ciągu tych dwóch lat. Oni mówią, że do połowy 2024 roku byliby w stanie z gazu rosyjskiego zrezygnować. Wydaje mi się to ambitne założenie, ale nie niemożliwe. Natomiast dużo łatwiejsza jest rezygnacja z ropy rosyjskiej. Tutaj się mówi, że do końca tego roku wszystkie państwa unijne byłyby w stanie przestawić się na źródła nie rosyjskie. Po jeszcze więcej informacji odsyłamy Was do naszego internetowego Radia RMF24 Słuchajcie online już teraz!Radio RMF24 na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie. Obsada: Ignacy Gogolewski (Narrator) Mateusz Łasowski (Tadek) Michał Czachor (Witek) Piotr Polk (Marsylczyk) Wojciech Pszoniak (Henri) Ilja Zmiejew (Rosjanin) Kostas Joriadis (Grek 1) Cezary Morawski (Esesman) Józef Mika (Esesman 2) Janusz Wituch (Blokowy) Henryk Rajfer (Rabin) Elżbieta Kijowska (Kobieta 1) Anna Apostolakis (Kobieta 2) Martyna Sommer (Dziecko) Andrzej Tomecki (Starzec) Marta Ścisłowicz (Dziewczyna 1) Dominika Biernat (Dziewczyna 2) Krzysztof Szczerbiński (Głos 1) Paweł Szczesny (Głos 2) Andrzej Chudy (Głos 3) Andrzej Tomecki (Głos 4)

proszę państwa do gazu całość